top

Aktualności

Przygotować się na kolejny sezon grypy! Analiza KIPDiP


„Nowa normalność”

Po światowym kryzysie finansowym z lat 2006 – 2007, po krachu na amerykańskim rynku nieruchomości w 2008 roku, po wejściu światowej gospodarki w okres istotnego spowolnienia i recesji ,  jeden z czołowych ekonomistów młodszego pokolenia, Mohamed  El-Erian, wprowadził do nauki ekonomii określenie „new normal”. Terminem tym nazwał rzeczywistość, która pojawiła się w następstwie kryzysu, i do której – jego zdaniem – należy przywyknąć. Owa  „nowa normalność” ma różnić się od starej tym, że spowolnienie wzrostu gospodarczego, zmniejszone zyski firm i niewielkie stopy zwrotu z inwestycji nie są tylko chwilowym przystankiem przed dalszym szybkim wzrostem gospodarczym, ale właśnie nowym standardem, który należy zaakceptować. Według  El-Eriana przedsiębiorcy powinni nauczyć się prowadzić biznes w „nowej rzeczywistości”, która jest znacząco trudniejsza od tego co było przedtem, bardziej wymagająca i bardziej ryzykowana. Koncepcję „new normal” dość dobrze zdaje się oddawać stare powiedzenie, że jeżeli nie można czegoś zmienić to należy to zaakceptować i nauczyć się z tym żyć.

Obserwując pojawianie się grypy ptaków na świecie w ostatnich kilkunastu latach można dojść do wniosku, że sytuacją „new normal” dla drobiarstwa będzie coroczne, albo co najmniej systematyczne, mierzenie się z wirusem HPAI lub wysokim ryzykiem jego pojawienia się. Jeśli przyjmiemy, że ta hipoteza jest prawdopodobna to powinniśmy już teraz, kiedy grypy ptaków w naszym kraju nie ma, pomyśleć o tym jak przygotować się na kolejne pojawienie się wirusa. Warto też zastanowić się jakie zmiany o charakterze fundamentalnym i operacyjnym należy wprowadzić, aby owa „nowa normalność” w jak najmniejszym stopniu zakłócała funkcjonowanie branży. Idealne byłoby wypracowanie sposobów postępowania, konsensusu legislacyjnego oraz innych nawyków, które pozwoliłyby traktować grypę ptaków jako zjawisko przykre, ale normalne i sezonowe, jak na przykład spadek cen kurcząt rzeźnych w ostatnim kwartale roku czy obniżenie cen jaj spożywczych po Wielkanocy.

Konieczne zmiany w otoczeniu prawnym

Przepisy regulujące zwalczanie grypy ptaków są dalekie od doskonałości. Szczególnie widać to na przykładzie regulacji, które pojawiały się na bieżąco, w miarę pogarszania się sytuacji epizootycznej w Polsce. Akt prawny, który wywoływał chyba największe kontrowersje to rozporządzenie Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi z dnia 20 grudnia 2016 r. w sprawie zarządzenia środków związanych z wystąpieniem wysoce zjadliwej grypy ptaków. Rozporządzenie to powinno być chyba jednym najjaskrawszych przykładów dla adeptów sztuki legislacji jak nie tworzyć prawa albo jak pisać przepisy, które pozostaną martwe. Przykładem powszechnie ignorowanych zapisów wspomnianego rozporządzenia był obowiązek stosowania mat dezynfekcyjnych oraz odzieży ochronnej. Te elementy bioasekuracji nie budziły oczywiście wątpliwości na profesjonalnych fermach drobiu. Niemniej, ośmieszały prawo w zestawieniu z właścicielami „kilku kur i budki udającej kurnik”. W skali kraju nie było chyba przypadku, w którym właściciel niewielkiego stadka drobiu wchodził do swojego kurnika w specjalnym stroju i stosował maty. Pierwszy wniosek dotyczący prawa w okresie grypy ptaków odnosi się więc do rozróżniania chowu profesjonalnego, na dużą skalę, od chowu przyzagrodowego. Wydaje się, że zastosowanie realistycznych zasad bioasekuracji dla małych stad będzie zdecydowanie skuteczniejsze. Właściciele kilku kur na pewno będą przestrzegać wymogów, które będą dla nich możliwe do spełnienia, i którym podołają finansowo. Nie będą już prezentowali postawy, że skoro przestrzeganie części przepisów jest dla nich nieosiągalne to ignorują pozostałe. Zrozumienie przez urzędników ministerstwa rolnictwa, że restrykcyjne, ale nierealistyczne przepisy potrafią być znacząco gorsze niż przepisy łagodniejsze, ale wykonalne jest tym ważniejsze, że – oprócz początkowego okresu – ogniska grypy ptaków pojawiały się głównie w hodowlach przyzagrodowych.

W przyszłym akcie prawnym, który będzie pełnił funkcję rozporządzenia Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi w sprawie zarządzenia środków związanych z wystąpieniem wysoce zjadliwej grypy ptaków powinna pojawić się także inna definicja „odosobnienia drobiu”. Definicja obowiązująca w tym sezonie pozwalała na dość szerokie interpretacje. Miało to swoje pozytywne i negatywne skutki. Wśród pozytywnych należy wymienić choćby to, że było możliwe rozmnażanie gęsi oraz to, że jaja wolnowybiegowe nie zniknęły ze sklepów. Wśród konsekwencji negatywnych był natomiast chaos informacyjny, a także różne oceny identycznych stanów faktycznych dokonywane przez różnych powiatowych lekarzy weterynarii. Obie te rzeczy prowadziły niejednokrotnie do bardzo dużych problemów producentów. Wydaje się, że prace nad nową definicją „odosobnienia drobiu” powinny rozpocząć się już teraz, z szerokim udziałem przedstawicieli branży. Dzięki temu można byłoby oszczędzić drobiarzom wielu problemów, a na podstawie doświadczeń minionych kilku miesięcy zabezpieczyć interesy tak specyficznych grup jak hodowcy gęsi czy producenci jaj wolnowybiegowych.

Kolejny drażliwy punkt w przepisach związanych z grypą ptaków to rekompensaty dla hodowców. W odróżnieniu od odszkodowań wypłacanych w oparciu o ustawę o ochronie zdrowia zwierząt oraz zwalczaniu chorób zakaźnych zwierząt podstawę dla rekompensat stanowi  rozporządzenie Rady Ministrów z  24 stycznia 2017 r. zmieniające rozporządzenie w sprawie szczegółowego zakresu i sposobów realizacji niektórych zadań Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Autorom tego aktu prawnego zabrakło wyobraźni. Nie przewidzieli kto i w jaki sposób ucierpi na skutek wirusa. W efekcie, o rekompensaty nie mogły ubiegać się zakłady wylęgu drobiu, choć to one były jednymi z najbardziej poszkodowanych przez grypę ptaków podmiotów. Firmy te nie wypełniały po prostu definicji „rolnika” z rozporządzenia. Równie nieprzemyślane było praktyczne uzależnienie wypłat od liczby posiadanych ptaków. Na skutek tego przepisu hodowcy, którzy zdążyli sprzedać swoje stada przed wybuchem choroby, ale nie zdążyli obsadzić kurników przed ustanowieniem stref specjalnych, nie mogli uzyskać wsparcia choć nie produkowali i  nie zarabiali przez nieraz wiele miesięcy.

Powyższe przykłady nie wyczerpują katalogu ułomności przepisów regulujących w tym sezonie grypowym sytuację producentów drobiu. Problemów prawnych było i jest więcej.

Komunikacja przede wszystkim

W sytuacjach kryzysowych sposób komunikowania się oraz jasność wyrażania intencji urastają do rangi ważnych, jeśli nie kluczowych zachowań. Grypa ptaków pokazała niestety, że o ile powiatowym lekarzom weterynarii w Polsce nie można odmówić fachowości, o tyle ich sposób komunikowania się z hodowcami pozostawia sporo do życzenia. W sytuacji, w której producenci ryzykują dorobkiem całego życia mają oni prawo do szybkiej, jasnej i jednoznacznej informacji. Konieczne jest, aby PLW, którzy podejmują administracyjne decyzje dotyczące likwidowania stad, odszkodowań i wielu innych spraw uświadomili sobie, jak istotne jest właściwe komunikowane postanowień i zamierzeń. Wirus grypy pokazał, że nie obędzie się bez szkoleń dla lekarzy. Nie można bowiem zgodzić się na to, aby PLW kilkukrotnie zmieniał decyzję dotyczącą wybijania stada, albo odmawiał producentowi odpowiedzi na jego pytania, co zdarzało się w czasie epizootii HPAI w naszym kraju. Lekarze muszą zrozumieć, że komunikacja to także część ich pracy. Dlatego nie powinni ograniczać się do przekazywania producentom dokumentów urzędowych z decyzjami, ale powinni w sposób zrozumiały tłumaczyć powody swoich postanowień, możliwe alternatywy oraz być otwartymi na dialog. Jak pokazuje praktyka decyzje podejmowane wspólnie są zawsze lepsze.

Świadomość producentów

Gwałtowny przebieg grypy ptaków uświadomił większości producentów, że procedury bioasekuracyjne powinny być raczej standardem niż stanem wyjątkowym. Efektem tej konstatacji jest to, że wcale do rzadkości nie należą fermy, które zamierzają zasady bioasekuracyjne związane z HPAI stosować ciągle, jako sposób na ograniczanie ryzyka nie tylko przed wirusem AI, ale także przed innymi chorobami. Takie zachowanie to niewątpliwa korzyść z grypy ptaków. Należy tylko namawiać hodowców, aby była to powszechna praktyka w branży.

Doświadczeni producenci drobiu i jaj, w ramach działań bioasekuracyjnych, od wielu lat przy rekrutacjach pracowników stosują też metodę, która można nazwać „dyskryminacją ze względu na prywatny drób”. Chodzi o to, że nie przyjmują do pracy osób, które utrzymują w przydomowych zabudowaniach nawet najmniejsze stado kur czy kaczek, nawet dwa gołębie czy kanarka. Nie rozstrzygając, czy opisane praktyki są właściwe, warto przy ich okazji wskazać na wysoki poziom świadomości zagrożeń oraz na „laboratoryjną” wręcz dbałość o stada. Taka „totalna nadświadomość”, dotycząca każdego, nawet najdrobniejszego obszaru działalności może skutkować wytworzeniem się swego rodzaju branżowej odporności na grypę ptaków oraz tym, że ewentualne cykliczne pojawianie się wirusa będzie miało ograniczony wpływ na polskie drobiarstwo.

Zrobić więcej niż się wydaje, że można

Bioasekuracja u producentów to jednak nie wszystko. Jeśli grypa ptaków może być zjawiskiem sezonowym, „nową normalnością” potrzeba, aby na ponadstandardowe działania zdecydowało się także państwo. Wsparciem nie do przecenienia byłoby wprowadzenie zmian w przepisach, które będą wymagały od specjalistycznych firm posiadania mobilnych urządzeń utylizacyjnych. Montowane na samochodach ciężarowych krematoria pozwalałyby na zminimalizowanie ryzyka związanego z rozprzestrzenianiem wirusa w trakcie przewożenia likwidowanych stad.

Innym pomysłem godnym rozważenia byłoby wykorzystanie polskich radarów meteorologicznych do monitorowania przelotów ptaków. Sygnały przekazywane przez państwowy system wczesnego ostrzegania mogłyby stanowić informację dla hodowców, których stada znajdują się na trasie przelotu, aby w określonych dniach utrzymywali swoje ptaki w zamknięciu (oczywiście mowa tu o hipotetycznej fazie wysokiego zagrożenia HPAI, przed wydaniem ewentualnych urzędowych nakazów trzymania stad w budynkach). Dzięki systemowi radarowemu być może udałoby się skrócić okres obowiązywania zakazu wypuszczania drobiu na zewnątrz, co przysłużyłoby się szczególnie hodowcom gęsi oraz niosek wolnowybiegowych).

Bardzo pożyteczny w ograniczaniu ewentualnych skutków wirusa grypy ptaków w Polsce byłby rządowy program zachęt do inwestycji bioasekuracyjnych. W ramach takiego programu producenci, którzy zdecydują się na pewne ponadstandardowe działania mogliby liczyć na określone preferencje. Tę ideę najlepiej zilustrować przykładem laserów odstraszających dzikie ptactwo. Laserowa bioasekuracja polega na trzymaniu dzikich ptaków w bezpiecznej odległości od fermy. Umieszczone na wieżyczkach lasery odstraszają dzikie ptaki nie czyniąc im żadnej szkody. Nowy sposób zabezpieczenia przed wirusem ma tę zaletę, że jest cichy i bezpieczny dla środowiska, a tym samym przyjazny dla ptaków przetrzymywanych na fermie i otoczenia zakładu. Laserowe zabezpieczenie, według producentów, ma się charakteryzować niemal stu procentową skutecznością. Preferencją dla tych hodowców, którzy zdecydowaliby się zainwestować w taką metodę mogłoby być wyłączenie z konieczności utrzymywania stada wewnątrz budynków. Byłoby to szczególnie ważne – jak już wspomniano wcześniej – dla gęsi czy niosek wolnowybiegowych.

Nie będzie łatwo

Grypa ptaków jest, na nieszczęście producentów, zjawiskiem bardzo medialnym. Ma to swoje dobre strony, ale niestety więcej złych. Można sobie wyobrazić, że najgorsza byłaby presja polityczna wywierana na powiatowych lekarzy weterynarii. Pracujący w takich warunkach weterynarze mogliby podejmować nie decyzje najlepsze dla producentów drobiu i jaj, ale te najlepiej odbierane przez opinię publiczną.

Innym problemem zmniejszającym potencjalną skuteczność przygotowań do kolejnego sezonu grypowego są finanse. Z budżetu państwa wydano sporo pieniędzy na zwalczanie HPAI oraz ASF i wydaje się, że ewentualne pomysły skutkujące wydawaniem pieniędzy mogą być przez rząd przyjmowane z rezerwą. Z drugiej jednak strony profilaktyka może okazać się inwestycją, która może uchronić publiczne fundusze przed znaczniejszym uszczupleniem, w przypadku większego niż to miało miejsce do tej pory, nasilenia występowania grypy ptaków.

Trzeba zrobić wszystko, aby tegoroczne problemy drobiarstwa z grypą ptaków nie były wyłącznie kosztownym i traumatycznym przeżyciem dla branży, ale aby zmieniły się dla drobiarstwa i jego otoczenia w ważna lekcję, dzięki której kolejne pojawienie się HPAI w Polsce będzie dla naszego kraju znacząco mniej dolegliwe. Do tego trzeba jednak harmonijnej współpracy między rządem, organizacjami drobiarskimi oraz służbami weterynaryjnymi. Najlepszy czas na działanie jest właśnie teraz. Późnym latem, wczesną jesienią może być już za późno.

powrót